Aktualności
Fundacja
Pożegnanie z Fundacją Jana Pawła II
Pożegnanie z Fundacją Jana Pawła II
Przez pięć lat moje losy były związane z Fundacją Jana Pawła II oraz Katolickim Uniwersytetem Lubelskim Jana Pawła II. Jestem szczęśliwa, że poprzez wspomnienia mogę wyrazić swoją wdzięczność Fundacji Jana Pawła II za ogromną pomoc, którą sobie zawsze wysoko ceniłam i cenię.
Fundacja Jana Pawła II otworzyła mi drogę na studia w KUL. Pochodzę z Kazachstanu, z małej wioski Wiszniowka, gdzie większość mieszkańców to Polacy. Moim marzeniem było przez długi czas studiowanie w Polsce; od momentu, kiedy koleżanka pochodząca z mojej wioski, dostała się na studia z pedagogiki w KUL.
Od niej i jej kuzynki dowiedziałam się o istnieniu Fundacji. Wcześniej, jeszcze w Kazachstanie, spotkałam się z ogromną życzliwością i pomocą nowozatrudnionej nauczycielki języka polskiego Larisy Górskiej, której siostra również była stypendystką Fundacji Jana Pawła II. Dzięki jej pomocy z łatwością przygotowałam dokumenty i wysłałam do Lublina. Wtedy sobie pomyślałam, że jest w tym Boży palec, ponieważ poszło jak po maśle. Kończąc szkołę średnią w Wiszniowce nie wiedziałam do końca jak potoczą się moje losy. Zdałam maturę bardzo dobrze i otrzymane oceny pozwalały na studia w akademii medycznej. Dwa tygodnie wcześniej jednak otrzymałam zaproszenie od Fundacji Jana Pawła II na kurs przygotowawczo-kwalifikacyjny, decydujący o przyznaniu stypendium.
Postanowiłam skonfrontować się z wielką niewiadomą i wyjechać na kurs, ryzykując straceniem studiów w Kazachstanie, ponieważ tam studia się rozpoczynają od pierwszego września. Natomiast czas trwania kursu obejmował połowę sierpnia i cały wrzesień. W przypadku nie przyznania mi stypendium, musiałabym wrócić do domu i za rok znowu zdawać maturę. Ewentualność studiów w Polsce bez stypendium w moim przypadku była niemożliwa. Tato wspierał moją decyzję, mama od pierwszej chwili przeżywała rozstanie, ale w ostateczności błogosławiła całe przedsięwzięcie.
Nie mogłam sama przekroczyć granicę, mając 17 lat, wtedy tato po raz pierwszy w swoim życiu pojechał do Polski. Trudno było rozstać się i pozostać samej w obcym miejscu, daleko od domu. Chyba pomocne było to, że nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, jak wiele wyzwań na mnie czeka, również podtrzymywała mnie ogromna nadzieja na powodzenie.
Pierwszy dzień w Domu Fundacji w Lublinie szybko upłynął na poznawaniu kolegów i koleżanek z różnych krajów: Białorusi, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Turkmenistanu. Od następnego dnia zaczęły się pierwsze zajęcia z polskiego, biologii, angielskiego. Nauczyciele z dużym wyczuciem i indywidualnym podejściem do każdej osoby prowadzili zajęcia. Pani dr Ewa Domagała-Zyśk, pani dr hab. Beata Obsulewicz umiały przekazać wiedzę, zachęcić do nauki i konsekwentnie wymagać od nas dobrego sprawowania. Wydawało się, że było strasznie dużo materiału do opanowania. W rzeczywistości to okazało się jedynie zapowiedzią tego, co czeka studenta na studiach. Dla mnie kurs to trudne wspomnienie, ponieważ przeżywałam go bardzo emocjonalnie. Bałam się, że nie otrzymam stypendium, a to pogrzebałoby wszystkie moje marzenia i nadzieje. W kursie uczestniczyło 40 osób, wśród nich przyznano stypendium 21 osobom.
Przyznanie stypendium sprawiło mi dużą radość, dla mojej rodziny trochę mniejszą, ponieważ rozumieli, że moje studia nieuchronnie wiążą się z długim rozstaniem.
W dniu ogłoszenia wyników podczas Mszy Ksiądz Dyrektor Ryszard Krupa witając nas w gronie stypendystów nawiązał do przypowieści biblijnej o talentach. Ten temat pozostał w bliskim związku z okresem studiów. Studia, bowiem były okazją do poznania swoich zdolności, rozwijania zainteresowań, a co za tym idzie klarowania dalszych zamiarów i planów życiowych. Było to kazanie zachęcające do stawiania czoła wyzwaniu, jakim okazały się 5 lat studiów.
Początki są trudne. Ta stara prawda doskonale się sprawdziła podczas pierwszego roku moich studiów psychologii. Plan zajęciowy był przepełniony, zajęcia trwały od 7.30 do 20.00 z przerwami. Nauka w szkole przebiegała na zupełnie innych zasadach, nie umiałam od razu przestawić się na odmienny system nauczania, jaki był przyjęty w uniwersytecie. Miałam trudności językowe. Nauczyciele akademiccy przekazywali duże porcje wiedzy i pracy domowej, więc siedziałam jak mol w książkach. Na szczęście nadchodził czas świąteczny i mogłam pojechać do domu. W domu, bezpiecznym miejscu na ziemi, z ulgą odetchnęłam i nabrałam się sił na podróż powrotną. Czekała na mnie pierwsza sesja, która, jak się okazało nie była zbyt trudna. Kolejne 6 miesięcy nauki dały mi w kość znacznie silniej. Ledwo dożyłam ostatniego egzaminu, na który przyszłam o 7.30 z walizką, żeby o 9 wyjechać wreszcie do domu. Podróż pociągiem trwała zwykle ponad trzy dni.
W wakacje regenerowałam siły przy zupełnie innej pracy, pracy fizycznej, w domu, w ogrodzie. Od tego roku wakacje stały się jedynym czasem, kiedy mogłam cokolwiek pomóc rodzicom, którzy na co dzień ciężko pracują. Oprócz 8 godzin pracy muszą zająć się gospodarstwem domowym i uprawą ogrodu, żeby mieć co jeść. Pensje nie są wypłacane przez pół roku, czasem rzadziej. Z tą świadomością wracałam do Lublina, żeby zapracować na lepsze jutro moje i moich bliskich.
We wrześniu znowu żegnałam się z rodziną, żeby kontynuować naukę. Odkąd studiuję - dzielę z bliskimi krótkie chwili pobytu w domu, rozstania i powitania. Drugi rok był lżejszy. Na roku miałam przyjaciółki, które mnie wspierały, miasto nie było juz obce, zaprzyjaźniłam się z polskimi rodzinami. Na duchu podtrzymywały również wspólne spotkania stypendystów w Domu Fundacji. Te spotkania umożliwiały kontakt z kulturą każdego narodu, zbliżały i jednoczyły nas wzajemnie. W tradycję Fundacji wpisane są takie święta jak Dzień Fundacji, otrzęsiny, czyli powitanie studentów-nowicjuszy I roku, opłatek, pożegnanie stypendystów V roku. Oprócz tego w każdą niedzielę są Msze Święte każdego rocznika po kolei, w okresie Wielkiego Postu przez stypendystów przygotowywane są rozważania Drogi Krzyżowej. Taka integracja daje poczucie, że się jest w rodzinie. Również na drugim roku mogłam się zwrócić do Fundacji z prośba o pomoc w załatwieniu wizy na Białoruś, ponieważ nie sposób było przedłużyć wizę w Kazachstanie. Natomiast do domu leciałam prawie że na skrzydłach po całym roku akademickim.
Wakacje 2007 roku pamiętne są również ze względu na wspaniały prezent ze strony dobroczyńców Fundacji w postaci pielgrzymki do Francji. Cudem znowu spełniło się moje marzenie. Na udział w pielgrzymce mogli liczyć studenci V i IV roku. Na studentów III roku przypadło 4 miejsca do losowania, wtedy uśmiechnął się do mnie los i mogłam wyjechać z nimi! Do dziś cieszę się z tej podróży. Zwiedziliśmy Reims, Paris, Lisieux oraz Lourdes. Mieliśmy zaszczyt spotkać się z Panią Krystyną Tomkiewicz i jej mężem, panem Henrykiem Rogowskim, panem Janem Koniecznym, który był naszym przewodnikiem podczas wycieczek po Paryżu oraz innymi przyjaciółmi Fundacji Jana Pawła II. Pielgrzymka ta mogła być zorganizowana dzięki pomocy ks. Infułata Stanisława Jeża, Rektora Polskiej Misji Katolickiej we Francji.
Trzeci rok studiów był również pracowitym. Satysfakcja po sesji była duża, ponieważ czekała na nas podróż tym razem do Niemiec. Zwiedziliśmy tereny uzdrowiskowe na południu Niemiec oraz piękne katedry w Strassburgu, Wormacji, Moguncji i Kolonii.
Czwarty i piaty rok studiów były już przyjemnością. Wtedy mogłam uczęszczać na dodatkowe wykłady, tzw. monograficzne, które mnie interesowały. Moim opiekunem naukowym była Pani Profesor Stanisława Tucholska. Seminaria magisterskie pod jej kierunkiem były interesujące a zarazem inspirujące do działalności twórczej, jaką jest napisanie pracy dyplomowej. Dzięki jej czuwaniu na każdym etapie przygotowania pracy magisterskiej, obrona nie była problemem. Na IV i V roku mogłam już ze spokojem część swojego czasu wolnego przeznaczyć na pomoc jako wolontariusz w Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Lublinie.
Po czwartym roku studiów Dyrekcja Fundacji organizowała dla stypendystów kolejną wycieczkę w świat, tym razem do Włoch. Znane jest przysłowie, iż podróże kształcą, dlatego moje wspomnienia ze studiów będą nieodłącznie kojarzyć się z pięknymi pielgrzymkami. To ponadprogramowe kształcenie mieliśmy zaoferowane dzięki życzliwości dobroczyńców. Poznaliśmy wtedy księdza prałata Wylężka, byłego administratora Fundacji. Podczas wieczornego spotkania przy Via Cassia w rzymskim Domu Polskim Jana Pawła II rozmawiał z nami i powiedział nam, że myślą przewodnią pomocy stypendystom jest nauczyć łowić ryby, nie zaś dawać gotowych ryb. Utkwiło w pamięci również spotkanie z arcybiskupem Wesołym w Kościele Polskim. Samo nazwisko wskazuje, że było wesoło i gościnnie. Korzystaliśmy z gościny Domu Polskiego i opieki ks. Niepsuja. Wrażenia z podróży dotychczas nie zgasły. To była cudowna pielgrzymka.
Czas jednak biegnie i przyszła pora kończyć studia. 16 czerwca 2010 w moim życiu to bardzo ważny dzień; uzyskanie tytułu magistra psychologii. Wybiła godzina, żeby pożegnać się z KULem, Fundacją i wypłynąć na szerokie wody życia. Bardzo się cieszę, że zostałam wychowanką KUL, ale jednocześnie mam w sobie smutek, że studia już się skończyły. Pięć lat to niemała cząstka życia, dlatego pozostaje sentyment do Alma Mater. Teraz moim powołaniem jest godnie pracować, ponieważ studia były ku temu przygotowaniem.
Jan Paweł II był człowiekiem wielkiego serca. Człowiek umiera, ale ślad po nim zostaje. Były papież zostawił po sobie bogate dziedzictwo, do którego należy również Fundacja jego imienia, powołana, by wspierać studentów ze Wschodu. Stypendystom Fundacji Jana Pawła II przypadł wyjątkowy zaszczyt odwdzięczyć się serdeczną pamięcią o nim, ponieważ mieliśmy możliwość studiowania, a przede wszystkim, ponieważ poznaliśmy ludzi szlachetnych, którzy naśladują myśl Jana Pawła II i przeznaczają środki na rzecz rozwoju Fundacji. Pragnę podziękować jak najgoręcej za to, że moim udziałem i moich kolegów i koleżanek z różnych krańców byłego Związku Radzieckiego było spotkać się z dobroczynnością tych ludzi.
Serdeczne podziękowania wyrażam również dla Księdza Dyrektora Ryszarda Krupy za postawę otwartości, ojcowskiej troskliwości, wyrozumiałości. Dziękuję bardzo Ks. Wicedyrektorowi Włodzimierzu Płatkowi za zaangażowanie i pomoc przy załatwianiu różnych spraw. Dziękuję wszystkim Księżom Sercanom w Polsce i za granicą, z których dobrocią mieliśmy okazję się spotkać. Dziękuję wszystkim pracownikom Fundacji, którzy troszczą się o utrzymanie Domu. Serdecznie pozdrawiam wszystkich stypendystów, których poznałam, kolegów i koleżanki, moich przyjaciół. Witam nowo przybyłych stypendystów, którzy rozpoczną studia od października tego roku.
Myślę, że każdy stypendysta jest taką małą cegiełką, która wspólnie z innymi buduje pomnik wdzięczności dla Jana Pawła II i rozsiewa ziarna dobroci i miłości pod naszym wspólnym słońcem.
Valentina Fedorovich z Kazachstanu









